Biuro rzeczy znalezionych

31 05 2008

Wtedy jeszcze nieomal na każdej stacji istniało takie miejsce. Klucz do niego miał zawiadowca, albo dyżurny ruchu, ten bowiem zawsze był na stacji. Na jednej z małych stacji, dyżurnym był mój dziadek. W małej drewnianej kasetce obok futryny drzwi, w którą był wbity gwoździk do wieszania grzałki, wisiały wszystkie stacyjne klucze. Były tam klucze od biur: od biura zawiadowcy, w którym mógłby choćby jakiś polski dyżurny stawiać stemple kolejowe na pupie polskiej kasjerki, do biura odpraw towarowych, do kasy biletowej, kasy bagażowej, magazynu, kanciapy Tackowiaka i wreszcie do biura rzeczy znalezionych. Biura, w którym nie urzędowali ludzie, ale kurz, robak, i zatęchły zapach starych rzeczy. Ludzie zaglądali tu tylko czasem. Gdy ktoś coś zostawił, albo gdy ktoś chciał tu coś odnaleźć. Wtedy jeszcze ludzie myśleli, że rzeczy same w sobie mogą istnieć, istnieć same dla siebie. Dziś rzeczy nie istnieją jako takie, zawsze mają właścicieli, mogą ich tylko szybko zmieniać. Wtedy jeszcze nieomal na każdej stacji istniało takie miejsce i można było w nich znaleźć wiele interesujących przedmiotów, a nawet uczuć.


Działania

Informacja

Jedna odpowiedź

23 06 2008
anielica

Odnaleźć zgubione uczucie w biurze rzeczy znalezionych…

Dodaj komentarz